12122017Nowości:
   |    Rejestracja

Chcesz mieć cukrzycę? Słuchaj urzędników


Cukrzyca jest poważnym schorzeniem, nie ulega to żadnej wątpliwości. Stąd cała masa rozmaitego rodzaju preparatów i leków na rynku. Przecież, każdy Człek posiadający instynkt samozachowawczy zrobi wszystko, czyli sprzeda ostatnią koszulę, aby kupić lek, który według jego mniemania zapewni mu zdrowie.


W minionych epokach, przez ostatnie powiedzmy tylko 2000 lat, lekarze starali się opracowywać preparaty, które pozwolą na wyzdrowienie, lub chociażby zmniejszenie skutków choroby.

Niestety, od około 100 lat bankierzy zwietrzyli interes w chorobach, większy aniżeli w wojnach. Poza tym wydźwięk humanitarny jest zupełnie inny. Zarabiać na wojnie to be, a pomagać chorym to cacy. Już w 2002 roku na czele listy 500 największych koncernów na świecie było 10 firm farmaceutycznych. Ich łączny dochód był większy, aniżeli tych pozostałych 490.

Średnie marże w firmach farmaceutycznych wynoszą 17%, ale na przykład Pfizer miał marże 26%. W Polsce wg kodeksu handlowego lichwą nazywano odsetki powyżej 12% i było to karalne. Jak widać, idziemy z postępem i gonimy zachód. Kościół Katolicki w ogóle likwidował lichwę, nazywając ją ciężkim grzechem.

Skąd tak duże zyski? Z bardzo prostego systemu, zwanego monopolem. Przeprowadza się to w następujący sposób. „Znajomi” aktorzy sceny politycznej, zwani posłami, czy senatorami, otrzymują odpowiednia prowizję. Przywódca większości w senacie Bill Frisr otrzymał tylko 873 000 dolarów, w związku z wytoczonymi firmom farmaceutycznym 4200 pozwami, które zostały złożone przez rodziców dzieci poszkodowanych. Do procesów nie doszło.

Wymyślono świetny sposób niekaralności koncernów farmaceutycznych. Ustawowo, od 1986 roku, w USA zabroniono pociągać koncerny farmaceutyczne do sądów w sprawie odszkodowań. Jest to jedyny przypadek na świecie, że producent nie odpowiada za produkt.

W czerwcu 2000 roku doszło do tajnego spotkania w Simpsonwood, w celu opracowania sposobu zatuszowania związku preparatu rtęciowego Tiomersalu z autyzmem. Rządowa jak najbardziej, przynajmniej teoretycznie, CDC opłaciła w Instytucie Medycyny [Rockefeller] badania, które miały wykluczyć związek rtęci z autyzmem. Pomimo posiadanej wiedzy już od 1943 roku, nadal truto i truje się do dnia dzisiejszego dzieci rtęcią zawartą w szczepionkach [choćby tych przeciw grypie]. Stężenie rtęci w szczepionkach jest nawet 25000 razy większe, aniżeli dozwolone w wodzie pitnej. Amerykanie zapłacili za to posiadaniem już ponad 500 000 dzieci z autyzmem.

Proporcjonalnie do liczby mieszkańców i ilości wykonywanych szczepień, w Polsce mamy już kilkanaście tysięcy dzieci z autyzmem. Jak Państwo wiecie, nikt oficjalnie się tą epidemią autyzmu nie zajmuje, przemysł nie płaci odszkodowań. A już na pewno nie zajmuje się problemem epidemii autyzmu Ministerstwo, nie wiadomo dlaczego, zwane Zdrowia. Przypomnę, że w czasie obrad Okrągłego Stołu, tej ustawki Wywiadu Wojskowego, strona opozycyjna postulowała likwidację Ministerstwa. Mieliśmy nadzieję, że wszyscy chcą dobrze dla Rodaków. A oni po prostu chronili swój interes. Proszę zauważyć, samorządy do dnia dzisiejszego kupują szczepionki zalecane dla dzieci w tych regionach, w których najsilniej działa przemysł wojskowy. Opisaliśmy to w 1992 roku z śp. płk M. Rajskim w pozycji pt. „W rękawiczkach”.

A przecież rtęć do szczepionek włączyła firma Eli Lily w 1931 wiedząc, że:

– po pierwsze, może spowodować uszkodzenie mózgu,

– po drugie, jej działanie na bakterie jest wielokrotnie słabsze, aniżeli na ludzkie leukocyty,

– po trzecie, mikroskop elektronowy wprowadzono do użytku dopiero 20 lat później, czyli nie posiadali jeszcze narzędzia do sprawdzenia tego, co robią.

Specjalnie przytaczam obszerniej metody działania przemysłu farmaceutycznego, aby każdy PT Czytelnik zorientował się, o co chodzi w tym interesie.

Z cukrzycą miałem sporo do czynienia w związku z tzw. stopą cukrzycową, czyli przewlekłym ropieniem i stanami zapalnymi nóg, występującymi u cukrzyków. Miałem więc możność obserwacji przebiegu takich schorzeń i mogłem trochę się nauczyć.

Z podstawowych obserwacji wynikało, że przemysł jest nastawiony na sprzedaż preparatów, ale zupełnie nie na leczenie.

W przypadku cukrzycy starano się jak najwcześniej przejść na leczenie insuliną. Powodowało to zaniechanie produkcji insuliny przez trzustkę chorego i całkowite uzależnienie pacjenta od zakupów. Czyli, czy chciał czy nie chciał, musiał płacić haracz koncernom farmaceutycznym.

Na bazie cukrzycy rozwinął się także przemysł produkcji tzw. preparatów odżywczych dla cukrzyków. Powstał on na jak najbardziej idiotycznym założeniu, że cukrzyca powstaje dlatego, że jesz cukier. W związku z tym powstała w ludowej wersji metoda zwalczania cukrzycy: nie jedz cukru, to nie będziesz miał cukrzycy. Niestety pomimo faktu, że jest to wierutna bzdura, to nadal pokutuje w medycznych uczelniach. Przykładem jest wypowiedź p. dr hab. med. Andrea Hirvath z Zespołu Żywienia Kliniki Pediatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezentowana przez znaną reklamówkę przemysłu „Medycynę Praktyczną”. P. dr hab. Andrea Hirvath jest także współautorką takiej reklamówki „Poradnik żywienia niemowląt” wydanej przez Medycynę praktyczną w 2014 roku.

A jak się jej wypowiedzi mają do medycyny, czy nauki? W skrócie: „Wyczerpanie się komórek beta trzustki wymusza na przemyśle poszukiwanie produktów o zmniejszonej kaloryczności i większym bezpieczeństwie spożycia. Dotyczy to m.in. substancji słodzących i dosładzających, zastępujących sacharozę. W Polsce najbardziej popularne są następujące preparaty: aspartam, acesulfam K, alkohole cukrowe, fruktoza oraz glikozydy stewiolowe. Wszystkie dostępne na rynku słodziki są dokładnie przebadane i dopuszczone do spożycia prze UE”.

To zdanie trzeba przetłumaczyć z polskiego na nasze.

Po pierwsze, dlaczego chorzy na cukrzycę nie mogą przyjmować normalnego cukru, a rzekomo muszą przyjmować sztuczne słodziki?

Chory człowiek, czy to cukrzyk czy nie, powinien przyjmować, w zależności od wykonywanej pracy, od co najmniej 2000 do 2500 kcal. Załóżmy, że ten chory człowiek wypija 3-5 kaw, czy herbat dziennie. Słodzenie to jest łyżeczka cukru, daje około 20 kcal, czyli w sumie jest to około 100 kcal. Mamy więc sytuację, że musimy przyjąć 2000, a cukier to tylko 100 kcal, czyli mniej aniżeli 5%. Jest to wielkość pomijalna w całodobowej ilości przyjmowanych kalorii.

Po drugie, zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego p. dr hab. Andrea Hirvath uważa i wypisuje w jednym rzędzie spożywanie cukru – sacharozy i fruktozy. Metabolizm fruktozy jest zupełnie inny, z ominięciem wątroby. I to właśnie przyczynia się do podnoszenia poziomu glukozy we krwi. Poza tym, w sprzedaży znajduje się w większości przypadków tylko chlorowcopochodna fruktozy, posiadająca dwa atomy chloru. Ten chlor właśnie powoduje uszkodzenie komórek beta w trzustce. Czyli jest bezpośrednią przyczyną cukrzycy.

Chlorowcopochodne fruktozy są 600 razy słodsze od sacharozy i w związku z tym podawane są do wszelkiej maści słodyczy od cukierków zaczynając, batoniki, ciasteczka, a na napojach kończąc. Jak do tej pory żadna wyższa szkoła medyczna, dawniej zwana Akademią, nie wystąpiła z wnioskiem o wprowadzenie zakazu dodawania do produktów spożywczych, szczególnie przez duże koncerny zachodnie, tych chlorowcopochodnych.

A w ostatnich dwóch dekadach mamy prawdziwą epidemię cukrzycy i to nie tylko typu pierwszego, ale właśnie typu drugiego. I oczywiście w Ministerstwie cisza. Czyli epidemia zaczęła się od wprowadzenia tych „zagranicznych” ulepszaczy żywności.

Pragnę przypomnieć, że ani PT Pediatrzy, ani Towarzystwa Diabetologiczne nie ostrzegają rodziców o możliwości trucia dzieci pastami zawierającymi fluor, czy w ogóle fluorem. Proszę mi pokazać czy to konsultanta z pediatrii, czy zwykłego pediatrę, który skierowałby dziecko na badanie poziomu fluoru w organizmie! O konsultancie krajowym p. prof. Jackiewicz nie wspomnę, ponieważ ona zajmuje się tylko marketingiem szczepionek. Tylko takie jej wypowiedzi znajdują się w mass mediach.

Dlaczego tak się dzieje? Może poniższe kilka zdań wyjaśnia Państwu problem zależności pediatrów od przemysłu. Stowarzyszenia pediatryczne są masowo dofinansowane przez przemysł farmaceutyczny i żywnościowy. Te wszelkie zjazdy i konferencje to nic innego, jak łapówki podawane tylnymi drzwiami. Inaczej: „Mów mi do ręki, a nie do ucha” jest powszechne w tych tzw. naukawych stowarzyszeniach.

Poniżej przytoczę kilka przykładów. Akademia Pediatrii dostała 342 000 dolarów od firmy Wyerh za reklamę szczepionki przeciwko pneumokokom, czyli starej poczciwej dwoince zapalenia płuc, chorobie XIX-wiecznej. DLATEGO ZMIENIONO NAZWĘ, ABY TRUDNIEJ BYŁO SKOJARZYĆ. W tym samym roku firma Merck za reklamę szczepionki HPV przekazała tej naukawej Akademii 433 000 dolarów. Dzięki tej łapówce zarobiła 1.5 miliarda dolarów. Czyli prawdziwe jest twierdzenie znawców, że jedna trzecia kosztów szczepionek to łapówki.

Mechanizm jest bardzo prosty. Najpierw Akademia zaczyna głosić o konieczności szczepień. Potem wystosowuje raport do Ministerstwa. A potem Ministerstwo wprowadza przymus szczepień i ze składek przymusowo ściąganych od pracowników robi prezent firmie. Oczywiście cała masa trolli w mas mediach, za napiwek nagłaśnia temat dobroczynności działania firmy i ministerstwa, które rzekomo dba o nasze zdrowie. Stąd takie zaangażowanie gastrologa prof. Radzikowskiego w reklamowanie szczepionki przeciw pneumokokom.

Problem polega na tym, że obecnie już nawet zarządy Izb Lekarskich przyznały sobie wynagrodzenia, podobnie jak w minionym okresie sekretariaty jedynej słusznej partii. I te pieniądze płyną ze ściąganych przymusowo składek, czyli jest to typowy haracz, płacony podobnie jak we włoskiej mafii za „opiekę”

Jak to ładnie ujął p. prof T.Kotarbiński: „W więzach organizacji prawdę diabli wezmą”. „Nasza” p.dr hab. A. Horvath twierdzi, że najlepiej przebadany jest aspartam i że w piśmiennictwie nie ma danych potwierdzających zagrożenia i że nawet EFSA dopuszcza aspartam jako środek bezpieczny dla kobiet w ciąży.

A co na ten temat ma do powiedzenia nauka?

Według dostępnego bez specjalnych problemów piśmiennictwa możemy stwierdzić, że aspartam jest to związek chemiczny, składający się z kwasu asparaginowego, fenyloalaniny i estru metylowego. Niestety, w czasie rozpadu w naszym organizmie powstają: alkohol metylowy, a ten jest wybitnie szkodliwy, oraz poniższe związki.

Kwas asparaginowy stanowi 40% aspartamu i jest odpowiedzialny za obumieranie komórek nerwowych. Podobne zjawisko obserwuje się w przypadku spożywania przez ludzi glutaminianu sodu, powszechnie dodawanego do żywności w celu jakoby poprawy smaku. Pediatrzy także nie ostrzegają o tym Rodziców. W jakim niby celu, będzie więcej chorych! Większe kolejki… Niestety, widoczne dla lekarza objawy uszkodzenia mózgu będą widoczne dopiero jak uszkodzeniu ulegnie 75% neuronów.

Fenyloalanina stanowi około 50% aspartamu. Przyjmowanie aspartamu w połączeniu z węglowodanami powoduje znaczące podwyższenie fenyloalaniny w mózgu. Nawet u osób zdrowych. Na skutek przemian, których nie będę opisywał, występują u osoby spożywającej aspartam zaburzenia emocjonalne, depresje, ataki paniki, czy zmiany nastroju.
Alkohol metylowy stanowi pozostałe 10% aspartamu.

Metanol w organizmie jest metabolizowany do kwasu mrówkowego oraz formaldehydu. Nie muszę przypominać, że formaldehyd jest śmiertelną trucizną. Objawy zatrucia to bóle i zawroty głowy, nudności okresowe szum, czy buczenie w uszach, zaniki pamięci, drętwienie kończyn, problemy ze wzrokiem.

Absolutnie nie wolno podgrzewać żywności zwierającej aspartam.

Dwuketopiperazyna, substancja powstająca w produktach płynnych, na przykład napojach zawierających aspartam, nie jest szczególnie „niebezpieczna”, powoduje tylko nowotwory mózgu. Jak długo stoi taka butelka w hurtowni, a potem w sklepie? Nie wiesz.

Jak się okazuje, to wszystko jest p. dr A. Horvath z warszawskiej uczelni medycznej, zwanej Uniwersytetem, nieznane. Oczywiście podobnie nieznane będzie jej studentom. A ponoć pierwszą zasadą medycyny jest nie szkodzić.

Jak do tego doszło? W bardzo prosty sposób. Aspartam wyprodukowano w 1965 roku. Badania wykazały, że jest bardzo toksyczny, na 7 badanych małp aż 5 dostało padaczki, a jedna padła.

Co zrobiono? FDA powołało nowy zespół naukowców, który już wiedział co ma pisać. Firmę GD, odkrywcę aspartamu, wykupił koncern Monsanto i już wszystkie prace były prawidłowe. A Monsanto to filia DuPonta, największego koncernu chemicznego, założonego przez doskonale nam znanego pana, twórcy Komisji Edukacji Narodowej, która to komisja rozłożyła całą naszą edukację i jej uczniowie doprowadzili do rozbiorów.

Stąd w ostatniej dekadzie same pozytywne wyniki badań aspartamu. Ale nic przecież nie stoi na przeszkodzie naukowcowi trochę poszukać.

Wartość tzw. rządowych, czy eksperckich opracowań fabrykantów najczęściej ma wartość makulatury. Nie znam żadnego raportu i zapewnienia urzędniczego, które przetrwałoby chociażby okres jednego pokolenia. Przykłady: DDT, Glifosat, kuchenki mikrofalowe, fluor, azbest itd., itd.

O innych rzekomo przebadanych słodzikach przy okazji, ale generalnie jest to ta sama dezinformacja. A skutecznie można likwidować cukrzycę wprowadzając zakaż picia tego wszystkiego, co jest w kubeczkach, kartonikach, czy plastikowych butelkach. A u osób mających stany przedcukrzycowe koniecznie trzeba zwiększyć dawkowanie witaminy K- 2

Wyraźnie piszę K-dwa, ponieważ często chorzy skarżą się, że w polskich aptekach podają im K-1. Dzienna dawka przez okres 4-6 miesięcy powinna wynosić 500 mcg.

Ale o tym p. dr hab. med. Andrea Hirvath nawet nie wspomni. Dlaczego mają ludzie zdrowieć?

Autorstwo: dr Jerzy Jaśkowski

Napisane przez:


 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz