17012018Nowości:
   |    Rejestracja

CUKIER GORSZY od OPIUM


Niewolnictwo, wojny, miliony chorych, jeszcze więcej uzależnionych oraz zabitych – wszystko to z powodu… cukru. „Sugar blues” (cukrowe szaleństwo) to amerykański bestseller. Niedawno książka ukazała się na polskim rynku wydawniczym.
O nowożytnym niewolnictwie słyszeli wszyscy: handlarze niewolników przywozili ich z Afryki do Ameryki. Ale kto wie, że większość z tych 20 mln pojmanych była potrzebna w jednym tylko celu – do pracy przy produkcji cukru, a ściślej: trzciny cukrowej?


 


Pierwszym krajem, który sprowadził niewolników z Afryki była Portugalia (1444 r.). 10 lat później, uzyskawszy poparcie papieża „na atakowanie, ujarzmianie i zmuszanie do niewolnictwa Saracenów, pogan i innych wrogów Chrystusa”,  Portugalczycy, uprawiając trzcinę cukrową na Maderze i Wyspach Kanaryjskich „wyzwalali” już dusze niewolników na masową skalę.

Krzysztof Kolumb po odkryciu nowego świata natychmiast wysłał do Hiszpanii 2 statki z niewolnikami. Gdy przybyły, królowa Izabela nakazała ich powrót. Dopiero po jej śmierci król Ferdynand zgodził się na wznowienie dostaw niewolników do coraz lepiej prosperującego przemysłu cukrowego. Holendrzy dołączyli do biznesu dopiero w 1500 r., ale za to z  pomysłem kredytowania zakupu niewolników. Pozwoliło im to szybko nadrobić zaległości, a nawet otworzyć własną  rafinerię cukru w Antwerpii. Kiedy królestwa Portugalii i Hiszpanii nasyciły się cukrem, zaczęły powoli upadać. Wtedy wkroczyła Anglia. Pierwotnie królowa Elżbieta I brzydziła się niewolnictwem, obawiając się „zemsty niebios”, jednak około 1588  r. zgodziła się zinstytucjonalizować niewolnictwo. Dzięki silnej flocie Brytyjczycy wyparli Hiszpanów  i przejęli handel niewolnikami i cukrem. Z Anglii płynęli wówczas do Zachodniej Afryki, gdzie kupowali niewolników. Potem brali  kurs na Barbados, gdzie plantatorom sprzedawano niewolników a kupowano cukier, melasę i rum. Przypomnijmy, że rum powstawał ze sfermentowanego syropu trzciny cukrowej. Można było go sprzedawać amerykańskim Indianom w okolicach Nowego Yorku w zamian za futra. Futra i cukier wędrowały do Europy. Handel na bazie cukru i niewolników był wówczas niezwykle dochodowy, więc rząd brytyjski postanowił uszczknąć z tego swoją dolę niczym współczesne państwa z handlu benzyną.
Do dzisiaj historycy sprzeczają się, czy wojna o niepodległość Ameryki wybuchła o wprowadzenie brytyjskiego podatku na herbatę, czy z powodu… ustawy o melasie z 1733 r.  nakładającej przesadnie duży  podatek na cukier i melasę, pochodzących spoza brytyjskich upraw na Karaibach.

Na każdej beczce cukru, która przybywa do Europy, jest ślad ludzkiej krwi” – pisał ówczesny  filozof francuski C. A. Helvetius. Pomimo to cukier „jak żaden inny produkt, nie wyłączając wełny, wpłynął na powodzenie i blask Anglii” – mówił sir Dalby Thomas.

Cukier i niewolnictwo stały się nierozłączne. Do czasu. Zablokowana przez angielskie statki napoleońska Francja została pozbawiona dostaw trzciny cukrowej i niejako z przymusu  uruchomiła produkcję cukru z… buraka. Cóż, skoro można było produkować cukier bez trzciny i udziału niewolników, można było znieść niewolnictwo.W 1833 r. Anglia, jako przedostatnia, zniosła niewolnictwo. Wówczas to  niewolnictwo było zakazane wszędzie, z wyjątkiem kolebki wolności  – Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Interesujący jest fakt, że drogi opium i cukru przebiegały podobnie. Pierwotnie obydwie substancje stosowano jako lek. Obydwie też stały się substancjami uzależniającymi. Handel opium, jak i cukrem rozpoczął się w Persji. Jedno i drugie odkryto i wprowadzono na szeroki rynek dzięki Arabom. Trzeba było zaledwie kilku stuleci, żeby z lekarstwa zamieniło się w towar, którego się pożąda, bo sprawia przyjemność” – pisze autor książki „Sugar blues” i zastanawia się, czy cukier jednak nie jest gorszy.

Sakurazawa, japoński uzdrowiciel medycyny naturalnej, pisze: „Jestem przekonany, że pewnego dnia zachodnia medycyna uzna w końcu to, co na Wschodzie znane jest od lat: cukier jest bez wątpienia mordercą numer jeden w historii ludzkości. Jest o wiele groźniejszy niż opium czy pył radioaktywny – szczególnie dla tych, których podstawą wyżywienia jest ryż. Głupi są ludzie, którzy dają lub sprzedają słodycze dzieciom; pewnego dnia spostrzegą z przerażeniem, za co są odpowiedzialni”.
Czy naprawdę te niewinne białe kryształki mogą być trucizną gorszą od opium czy pyłu radioaktywnego?

W 1793 r. jeden ze statków transportujących cukier rozbił się. Po dziewięciu dniach wyłowiono 5 rozbitków. Ich stan zdrowia był tragiczny. Jak się okazało, żywili się cukrem i rumem. Z innych badań i doświadczeń wynika, że ludzie bez jedzenia i picia mogli wytrzymać dziewięć dni i znajdowano ich w o wiele lepszym stanie niż owych marynarzy.
Zatem wypadek ten wykazał, że gdy cukier jest jedynym pożywieniem, staje się gorszym wyjściem niż głodowanie.  Dzieje się tak dlatego, że jest to substancja, którą dietetycy nazywają „pustymi kaloriami”.

Cukier (C12H22O11), a właściwie sacharoza, w odróżnieniu od potrzebnej organizmowi glukozy jest stężonym kwasem, do którego spalenia potrzebne są enzymy, witaminy i mikroelementy. Skoro nie dostarczamy ich razem ze spożywanym rafinowanym cukrem, organizm, by go spalić, musi wysysać tę substancję z własnych zapasów. Codzienne spożywanie cukru pogłębia ten problem, a także dodatkowo zakwasza organizm, który – dążąc do równowagi – odkwasza się m.in. wapniem, który wyciąga z kości i zębów, osłabiając je. Próchnica zębów nie jest znana tam, gdzie ludzie nie jedzą cukru. Inni badacze zauważyli, że psucie się zębów nie zależy tak bardzo od bakterii w jamie ustnej, jak od żywotności zębów.  Stwierdzono, że jedzenie cukru potrafi zahamować nawet o dwie trzecie cyrkulację płynów ustrojowych wewnątrz zęba, a ponadto zaburzyć jego wewnętrzną równowagę hormonalną. Tak, hormony są transportowane wewnątrz zęba, od miazgi do szkliwa. Chyba że zjemy cukier…

Ale nie na tym koniec problemów. Systematycznie zjadany cukier zmienia florę bakteryjną w naszych jelitach, gdzie w takim środowisku giną bakterie wytwarzające witaminy z grupy B,  potrzebne do poprawnej pracy mózgu. Zmienia się praca wątroby. Magazynuje się tam nadmiar glikogenu. Wątroba wypełnia się nim aż do granic możliwości. Potem zamienia glikogen w kwasy tłuszczowe, które mogą być magazynowane w innym miejscu, czyli na brzuchu, pośladkach i udach. Na koniec otłuszczeniu ulegają ważniejsze organy, takie jak serce czy nerki. Wtedy zaczynają pojawiać się problemy z ciśnieniem. Zakłóca się równowaga systemu krążenia i limfatycznego.  Zwiększa się liczba białych krwinek,  a czerwone ciałka zaczynają się zmieniać. Zmienia się praca mózgu i ogólna tolerancja całego organizmu. Stajemy się na przemian senni albo pobudzeni. Ciągłe dostarczanie cukru zwiększa potrzebę hormonalnych reakcji organizmu. Dzięki zdrowym gruczołom nadnerczy system hormonalny powinien być w równowadze. Jednak gdy opychamy się rafinowanym cukrem, zmęczone do granic wytrzymałości nadnercza zaczynają „strajkować”.
„Jest  niedorzecznością mówić o wielu rodzajach alergii, kiedy istnieje tylko jeden jej rodzaj, spowodowany przez nadnercza zniszczone cukrem” – twierdzi dr John Tintera.
Jeżeli spożywamy rafinowany cukier, który niemal od razu zamienia się w glukozę, pozbawiamy organizmu dodatkowego procesu, jaki powinien zachodzić zanim glukoza znajdzie się we krwi. Ponadto dzieje się to zbyt szybko. Równowaga zostaje zaburzona. Organizm broni się, wysyłając m.in. solidną dawkę insuliny. Maszyna rozkręcona. Po spaleniu glukozy dochodzi tym razem do zbyt niskiego jej poziomu. To już kolejny szok dla organizmu. Zatem choćby w środku nocy, ale trzeba otworzyć lodówkę i znów zjeść coś słodkiego, i cały cykl rozpoczyna się od nowa.
Zresztą niebezpieczeństwo zaczyna się już w procesie trawienia. Gdy zjemy jakiekolwiek cukry, ich trawienie nie zaczyna się w ustach, jak np. produktów zbożowych nadtrawianych śliną. Nie zatrzymują się też w żołądku, jak choćby mięso, tylko przedostają się do jelita cienkiego. Do tragedii dochodzi, gdy zaczynamy łączyć cukier z innymi produktami. Jeżeli  zjemy kanapkę, popijając ją np. coca-colą, czy osłodzimy płatki zbożowe albo  mięso, to organizm nie jest w stanie ich rozdzielić.  Cukier zatrzymuje się wtedy w żołądku, fermentując niczym w gorzelni i wytwarzając kwas octowy, alkohol, dwutlenek węgla i wodę. Wszystko oprócz wody organizm musi „posprzątać”.

Spójrzmy na białka. Te podczas trawienia powinny rozkładać się na pożyteczne aminokwasy. Białka jedzone z cukrem gniją i rozkładają się  na ptomainy i leukomainy, które są truciznami. Jaka jest różnica między trawieniem a gniciem – wie chyba każdy.

Cukrowy blues  może nas dopaść nawet tam, gdzie tego się nie spodziewamy. Czy Państwo wiedzą, że przemysł tytoniowy jest drugim po spożywczym konsumentem cukru?
Tak, do papierosów dodaje się 5 proc. cukru, do cygar 20 proc., a do tytoniu fajkowego nawet do 40 proc. Zresztą nawet gdyby nic nie dodano, to suszony przemysłowo tytoń może już zawierać nawet do 20  proc. naturalnego cukru, który nie występuje w tytoniu suszonym naturalnie na słońcu lub na ciepłym wietrze. Z wielu przeprowadzonych badań wynika, że rak płuc występuje u palaczy palących tytoń zawierający cukier – bądź dodany, bądź powstały w przemysłowym suszeniu. Nie stwierdzono wzrostu zachorowań na raka płuc u palących tytoń suszony naturalnie i bez dodatków cukru.

Mówi się ostatnio o nawracającej epidemii gruźlicy. Jakieś 300 lat temu umieralność na tę chorobę gwałtownie wzrosła w Anglii. Największy jednak współczynnik śmiertelności zanotowano wśród… pracowników rafinerii cukru. Nikt nie wspomina też faktu, że gdy Japonia opanowała  na Formosie wielkie źródła taniego cukru, zachorowalność na gruźlicę w tym kraju nagle znacznie wzrosła.
Wreszcie cukrzyca. Jakoś nikt nie chce zauważyć, że śmiertelność z powodu tej choroby znacznie spadła podczas I wojny światowej. Dlaczego? Bo cukru wtedy brakowało.
Dla zainteresowanych redakcja sprowadziła kilka egzemplarzy książki „Sugar blues” (cena 29 zł).

Arkadiusz Woźniak

 

Podziel się z innymi

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz